Matt Damon w roli Marsjanina, czy Marsjanin w roli Matt’a Damon’a? Emocje gwarantowane i na weekend polecane :P

Po sieczce jaką zafundował mi film „Interstellar” pomyślałam sobie, że „Marsjanin” to będzie kolejny do granic fantastyczno-naukowy matrix, z którego trudno mi będzie czerpać przyjemność. Na szczęście historia Marsjanina jest bardziej naukowa niż fantastyczna, co sprawia, że film naprawdę dobrze się ogląda. Matt Damon w roli głównej to również niewątpliwy atut tej produkcji. Muszę dodać, że bardzo emocjonalnie podchodzę do każdego filmu z Matt’em, odkąd uwiodła mnie jego rola w trylogii Bourne’a, żaden aktor się już dla mnie nie liczy…no może poza Shah Rukh Khan’em 😛

Ale do rzeczy. Film pokazuje jak może poradzić sobie człowiek pozostawiony sam sobie na niegościnnym Marsie.  Podczas jednej z misji NASA, której celem jest pobranie próbek z Marsa, Mark Watney ( Damon) ulega wypadkowi w wyniku zawirowań pogodowych, po czym zostaje uznany za zmarłego i opuszczony przez swoją załogę. Od początku, niczym Robinson Crusoe, snuje plan na przetrwanie, w grę niestety wchodzą nie dni, nie miesiące, ale 4 lata, bo za tyle dopiero wyruszy kolejna misja na Marsa. Normalnie wizja spędzenia 4 lat w samotności na planecie gdzie nic nie rośnie, bez możliwości kontaktu z Ziemią wpędziła by każdego człowieka w ciężką depresję. Ale nie Mark’a Watney’a. Z dużą dozą humoru i optymizmu nasz Marsjanin stawia czoła wszelkim przeciwnościom. Mam wrażenie, że Matt Damon przemycił do swojej aktorskiej kreacji część prawdziwego siebie. W humorystycznych momentach jest tak naturalny i autentyczny, że aż trudno uwierzyć, że w zasadzie to oglądamy dramat.

Więcej nie zdradzam, żeby nie zepsuć zabawy. Warto popatrzeń na to „co by było gdyby…”. Myślę, że nie ma w tym filmie wielkiej technologicznej przesady rodem z Bonda, a przedstawione rozwiązania może za jakiś czas okażą się rzeczywistością.

marsjanin foto 2

You might also like